Strona główna » GUGAKOWO » Nasza nieudana przygoda ze żłobkiem Gabrysi

Nasza nieudana przygoda ze żłobkiem Gabrysi

przez Justyna Toros
1 Komentarz

Żłobek dla dziecka – nasza pierwsza nieudana próba

Historia naszych wyborów żłobkowych jest bardzo wyboista. Zaczynaliśmy oczywiście za Gabryśki, gdy po roku skończył mi się macierzyński. Prowadzimy swoją firmę, więc nie miałam stresu, że na adaptację mamy mało czasu, ale samo oddanie dziecka do placówki było dla mnie nie lada wyzwaniem. No i się nie udało. Ale poczytajcie sami.

Pierwszy żłobek Gabrysi

Oczywiście szukając żłobka dla Gabrysi kierowałam się poleceniami, informacjami na stronach internetowych i własnym przeczuciem, które jednak słabo wypadło, jak okazało się później. Żłobek, który znalazłam w Gliwicach, bo stąd jesteśmy, był jednym ze żłobków popularnej sieci (na pewno mają sporo placówek w Gliwicach i Krakowie, ale ich zasięg sięga też Katowic, Zabrza czy Bytomia). Podobało mi się to, że w żłobku jest kamera i będę mogła zerknąć na to co się dzieje z moim dzieckiem, pierwsze spotkanie z dyrektorką było bardzo pozytywne, rozpisana dieta odpowiadała mojemu podejściu do odżywania dziecka (do 3 roku życia zero cukru, słodyczy itp.) i wydawało mi się, że filozofia jaką się kierują jest mi bliska. A, no i co było dla mnie ważne – dzieci miały spędzać czas na dworze. Był to jeden z ważniejszych aspektów.

Pierwsze problemy w żłobku

Nasza adaptacja była krótka i kompletnie nie grała ze mną. Zanim się zdecydowaliśmy, przyjechaliśmy na chwilę do żłobka, Gabrysia była zainteresowana zabawkami, dziećmi i wszystkim, co się działo, ale my dalej byliśmy w sali. Gdy już podpisaliśmy umowę i przyszedł pierwszy dzień, chciałam z nią wejść do sali – ciocia oburzyła się na mnie, praktycznie wyrwała mi dziecko z rąk i zatrzasnęła drzwi przed nosem, zabierając moje płaczące dziecko! No dobra, pomyślałam – nie tak to sobie wyobrażałam, ale zobaczmy co będzie dalej (dzisiaj już bym na pewno na to nie pozwoliła). Gabrysia miała być pierwsze dni dwie-trzy godziny, w zależności od tego, jak jej tam będzie. Pierwszego dnia wytrzymałam godzinę. Bo od momentu zabrania mojego dziecka z rąk, do mojego przyjazdu – Gabi nie przestała płakać! Ale nikt nie próbował jej pocieszać, nikt specjalnie nie próbował jej zainteresować. Był taki moment, kiedy poszła do konika bujanego – takiego samego miała w domu i uwielbiała się na nim bujać, więc cieszyłam się, że znalazła coś, co mogło jej przypomnieć dobre chwile. Po chwili z konika zrzucił ją trochę większy chłopiec. Nikt nie zareagował. Odeszła dalej płacząc, a miała tak ogromną szansę na spokój.

Gugakowo - złobek

Próba ratowania sytuacji

Postanowiłam pogadać z ciociami. Znałam swoje dziecko, wiedziałam, że jak ona znajdzie bezpieczną przystań, jeśli poczuje, że jest ktoś, komu może ufać, na pewno zacznie się tam dobrze bawić. Poprosiłam, żeby na początku, jak płacze, jedna z nich ją przytulała, tak po prostu. Wiedziałam, że to się za chwilę skończy, że już nie będzie tak potrzebować, ale początek był dla nas kluczowy. I czasem rzeczywiście przytulały, zazwyczaj po 2-3 dzieci na raz. Bo tam płakała większość. Były takie momenty, że bawiła się z dziećmi, czymś się zainteresowała. Najgorszy był jednak moment drzemki. Zupełnie nie umiała tam spać. Zasypiała z płaczu, nikt się nią nie zajmował, czekali aż padnie. To wszystko udało mi się wyłapać przez pierwsze tygodnie jej pobytu tam, bo po pierwsze nie byłam w stanie oglądać tego co się dzieje non stop (zresztą można by było do głowy dostać i już bardziej praktycznie byłoby zostać wtedy z dzieckiem w domu), a po drugie Gabrysia jak większość dzieci, zaczęła chorować, więc w żłobku była w kratkę.

Co przelało czarę goryczy?

Długo wydawało mi się, że to Gabrysia ma się przyzwyczaić i odpychałam od siebie takie sygnały, jak strasznie niemiłe dla nas, rodziców, ciocie, kiedy odbierało się lub oddawało dziecko. A przecież powinna mi się zapalić czerwona lampka – skoro są niemiłe dla mnie, to dlaczego miałyby być dla mojego dziecka! Ale tego, co mówiły do maluchów na kamerze już nie było słychać. Czarę goryczy przelało jednak coś zupełnie innego. Rodzice dzieci przynosili przekąski na urodziny dziecka. Opiekunki robiły zdjęcia i wrzucały na Facebook żłobka – całkiem normalne, Gabrysia była zakryta, bo na tamten moment nie chciałam, żeby jej wizerunek ukazywał się w social mediach, tym bardziej poza moją kontrolą. Jakie było moje zdziwienie, gdy na talerzykach dzieci zobaczyłam ciastka z czekoladą, popularne wafelki z masą kakaową i inne tego typu słodycze. Zapytałam o to cioci, podczas odbioru dziecka, bo w końcu w żłobku miało być zdrowe odżywianie. Wiecie co usłyszałam: „A, to jak pani ma z tym problem, to następnym razem nie damy Gabrysi. Jest jeszcze jedna mama, która tak postanowiła”. Serio?! To nie dbamy o diety dzieci, rodzice mogą przynosić co chcą, a moje dziecko po prostu nie dostanie. Pomijam już fakt, że był to pierwszy raz, kiedy w ogóle spróbowała takich rzeczy, miała 13 miesięczny i w mojej ocenie było to zdecydowanie za wcześnie, to jeszcze one będą się pojawiać, tylko moje dziecko nie dostanie…

To był moment, kiedy Gabrysia przestała chodzić do żłobka. Zdecydowanie nadużyli zaufania i już wiedziałam, że się nie dogadamy. Nie zrobiliśmy afery, po prostu na spokojnie wypisaliśmy Gabi i znaleźliśmy jej opiekunkę – cudowną, ciepłą, która była z nami do czasu aż Gabrysia nie poszła do przedszkola. Natomiast do przygody ze żłobkami wróciliśmy przy Kajtku, ale to już zupełnie inna historia 😊

A Wy oddawaliście swoje dzieci pod opiekę żłobka? Jak przebiegała Wasza adaptacja? Dajcie znać, jakie są Wasze historie.

Zobacz też inne posty

1 Komentarz

Cecily Stillings 12 stycznia 2023 - 13:46

To jest dopiero niezłe. Wcześniej by mi do głowy nie przyszło

Odpowiedz

Zostaw swój komentarz

Piosenki dla dzieci

Kontakt

Kulturalny Plac Zabaw
 
Administracja
Testimo sp. z o.o.
ul. Wincentego Pola 27
44-100 Gliwice
 
kulturalnyplaczabaw_logo_NEW_uh

Ta strona korzysta z ciasteczek. Jeśli nie masz nic przeciwko - zamknij tę wiadomość! :) Ok! Czytaj więcej